środa, 10 sierpnia 2011

Dzień ...


Bertolt Brecht

PIEŚŃ ORGEGO

Orge powiedział do mnie:

Najmilsze miejsce, jakie jest na globie
To nie ławeczka przy rodziców grobie.

Nie konfesjonał, nie kurewskie łoże
Nie dupsko tłuste, ciepłe, w ruchu hoże.

Jak chcesz, to śmiej się, a jak chcesz, to płacz
Ale ze wszystkich miejsc najmilszy sracz.

Tam człek odczuwa rozkosz nadzwyczajną
Że nad nim gwiazdy są, a pod nim łajno.

Tam w pocie czoła człowiek i w pokorze
Pojmuje, że zachować nic nie może.

Bezpieczny schron, ach! tam, ach! tylko tam
I w noc poślubną zostać możesz sam.

Świątynia dumań, gdzie się brzuch patroszy
Aby do nowych gotów był rozkoszy.

Gdzie jak ten król, z naciskiem, w siódmym niebie
Wyłącznie swoje robisz i pod siebie.

I tam przekonasz się, gdy gnój cię sprał
Żeś bydlak, co i w sraczu będzie żarł.

---
Już dawno temu miałam go tu zamieścić. Ot, ja chuj.

poniedziałek, 20 września 2010

Dzień Sto Sześćdziesiąty Szósty



William Blake

TYGRYS

Tygrysie, błysku w gąszczach mroku:
Jakiemuż nieziemskiemu oku
Przyśniło się, że noc rozświetli
Skupiona groza twej symetrii?

Jakaż to otchłań nieb odległa
Ogień w źrenicach twych zażegła?
Czyje to skrzydła, czyje dłonie
Wznieciły to, co w tobie płonie?

Skąd prężna krew, co życie wwierca
W skręcony supeł twego serca?
Czemu w nim straszne tętno bije?
Czyje w tym moce? kunszty czyje?

Jakim to młotem kuł zajadle
Twój mózg, na jakim kładł kowadle
Z jakich palenisk go wyjmował
Cęgami wszechpotężny kowal?

Gdy rój gwiazd ciskał swe włócznie
Na ziemię, łzami wilżąc jutrznię,
Czy się swym dziełem Ten nie strwożył,
Kto Jagnię lecz i ciebie stworzył

Tygrysie, błysku w gąszczach mroku:
W jakim to nieśmiertelnym oku
Śmiał wszcząć się sen, że noc rozświetli
Skupiona groza twej symetrii?


---
Tyger, tyger, burning bright!

Pierwszy wiersz, którego nauczyłam się na pamięć w oryginale, w związku z czym mam do niego wielki sentyment, mimo że nigdy specjalnie nie czaiłam o co w nim chodzi. Zbyt mętna ta giejowska symbolika jak na moje chamskie gusta.

środa, 30 czerwca 2010

Dzień Osiemdziesiąty Czwarty



Krzysztof Kamil Baczyński

NOC SAMOBÓJCZA

Ta noc bez pożegnania, noc bez gwiazd, noc bez ruchu,
Długo mi wiatr histeryczny tłumaczył epilog najprostszy,
aż oto śmierć dzisiejszą ciężko bijąc ukłuł.
Jestem bezradny jak motyl, motyl nabity na ostrze.
Rzeka: przez okno widać, stanęła i czeka.
Przez okno widać miasta nasunięty witraż.
Na wierszach ślady krwi. Nie przeczytasz
przeżytych epopei. Nie zobaczysz ani jednego człowieka.
Odpływam nocą najstraszniejszą, a dokąd -
- już wszystko jedno, oczy zamkną odwroty w życie jak drzwi,
ręce jak drewno, ręce jak drewno, ręce jak drewno.
Już spod nóg stoczył się świat
wąskim strumykiem krwi
i tylko czarne szkielety mebli płynąc ode mnie wokoło stoją
a jutro rano jak dziś:
przyjdą na okno małe wróble
i nie spłoszone obejrzą śmierć zastygłą w moim pokoju.


---
Musiałam poszukać wirtualnego licznika dni, żeby mi powiedział, ile to już minęło. I to tyle jeśli chodzi o wielką i natchnioną ideę regularnego prowadzenia bloga literackiego. Niech mnie dunder świśnie.

Ten wiersz zasługuje na znacznie bardziej wzniosły komentarz, ale najwyraźniej jestem chujem.

sobota, 1 maja 2010

Dzień Dwudziesty Piąty



Charles Baudelaire

PADLINA

Przypomnij sobie, cośmy widzieli, jedyna,
W ten letni tak piękny poranek:
U zakrętu leżała plugawa padlina
Na ścieżce żwirem zasianej.

Z nogami zadartymi lubieżnej kobiety,
Parując i siejąc trucizny,
Niedbała i cyniczna otwarła sekrety
Brzucha pełnego zgnilizny.

Słońce prażąc to ścierwo jarzyło się w górze,
Jakby rozłożyć pragnęło
I oddać wielokrotnie potężnej Naturze
Złączone z nią niegdyś dzieło.

Błękit oglądał szkielet przepysznej budowy,
Co w kwiat rozkwitał jaskrawy,
Smród zgnilizny tak mocno uderzał do głowy,
Żeś omal nie padła na trawy.

Brzęczała na tym zgniłym brzuchu much orkiestra
I z wnętrza larw czarne zastępy
Wypełzały ściekając z wolna jak ciecz gęsta
Na te rojące się strzępy.

Wszystko się zapadało, jarzyło, wzbijało,
Jak fala się wznosiło,
Rzekłbyś, wzdęte niepewnym odetchnieniem ciało
Samo się w sobie mnożylo.

Czerwie biegły za obcym im brzmieniem muzycznym
Jak wiatr i woda bieżąca
Lub ziarno, które wiejacz swym ruchem rytmicznym
W opałce obraca i wstrząsa.

Forma świata stawała się nierzeczywista
Jak szkic, co przestał nęcić
Na płótnie zapomnianym i który artysta
Kończy już tylko z pamięci.

A za skałami niespokojnie i z ostrożna
Pies śledził nas z błyskiem w oku
Czatując na tę chwilę, kiedy będzie można
Wyszarpać ochłap z zewłoku.

A jednak upodobnisz się do tego błota,
Co tchem zaraźliwym zieje,
Gwiazdo mych oczu, słońce mojego żywota,
Pasjo moja i mój aniele!

Tak! Taka będziesz kiedyś, o wdzięków królowo,
Po sakramentach ostatnich,
Gdy zejdziesz pod ziół żyznych urodę kwietniowa,
By gnić wśród kości bratnich.

Wtedy czerwiowi, który cię będzie beztrosko
Toczył w mogilnej ciemności,
Powiedz, żem ja zachował formę i treść boską
Mojej zetlałej miłości.


---
Jest zgnilizna, jest impreza.

poniedziałek, 26 kwietnia 2010

Dzień Dwudziesty



Bertolt Brecht

***

Człowiek się musi wódki napić
Nim oko w oko z twym ciałem stanie
Bo jak się zacznie na te skarby gapić
Kolana pod nim ugną się,kochanie.

Och,ty,kiedy w zaroślach z jękiem
Spódnicą twoją wiatry łopocą
I człek zmagając się z tym płótnem miękkim
Kolana między twoje pcha przemocą.

Wieczorne niebo robi z chlania
Rzecz bardzo mroczną,aż do fioletów
I jeszcze ciało twe do skotłowania
W koszuli,w łożu pełnym białych betów.

Nie tylko wódka łąką chwieje
Gdy się w kolanach twych leży dysząc
A niebo się zapada i ciemnieje
Dotkliwie, coraz prędzej się kołysząc.

Aż ukolebią twe kolana
Mojego serca gonitwę wściekłą
I między ziemią a otchłanią nieb,kochana
Pokołyszemy się wezbrani w piekło.


---
Bo ja też nie bardzo mam ochotę na amory na trzeźwo.

poniedziałek, 19 kwietnia 2010

Dzień Trzynasty



Owego rana Pablo Gonzales włożył po raz pierwszy wspaniały niebieski płaszcz. O ósmej rano nałożył go na jasne świąteczne ubranie i wyszedł. Przyjął go na ulicy dzień piękny i niebieski jak jego płaszcz. Zapalił papierosa i wyruszył na spacer. Było trochę chłodno i lekki wiatr, który wiał od strony portu, niósł z sobą na zachód kłęby dymu.
Szedł prawie wesoły. Wspaniałe powietrze, niebieskie i jasne niebo schyłku jesieni, nowy płaszcz, dwadzieścia osiem lat. Czego więcej może potrzebować człowiek do szczęścia? Kobiety? I ona będzie. Zawsze, kiedy wkładał coś nowego, jego mroczna młodość rozjaśniała się nadzieją wielkiej i potężnej miłości. Człowiek żyje wielkimi nadziejami i małymi wspomnieniami. Każdego rana, kiedy budzik wzywał go swoim głupim krzykiem, siadał na łóżku i zadawał sobie pytanie:
- Na co dziś czekam?
Skoro nie czekał na nic, sporo po chwili refleksji zdawał sobie sprawę, że nikt i nic nie przybędzie, żeby mu dostarczyć jakiejś przyczyny albo powodu, które by uzasadniały w owym dniu jego rację życia - jakiś list, książka albo jakieś spotkanie - czuł się zgorzkniały i neurastenia nabyta w ciągu sześciu lat życia urzędniczego osuwała się ze swych tajemniczych zakamarków do jego rozstrojonych nerwów.
Ale dzień dzisiejszy był inny. Kiedy się ma nowy płaszcz, nadzieja ożywia się i ma się prawo oczekiwać wielu rzeczy.

Manuel Rojas,
"Niespokojny duch"


---
Niewiele jest fragmentów prozy, które aż tak bardzo do mnie przemawiają. Ja też nie czekam na nic, przeto jestem zgorzkniała i neurastenia nabyta w ciągu lat życia studenckiego osuwa się ze swych tajemniczych zakamarków do moich rozstrojonych nerwów.
A do tego jest to absolutnie idealny początek opowiadania. Nie przypominam sobie, żebym czytała lepszy.

sobota, 17 kwietnia 2010

Dzień Jedenasty



Juliusz Słowacki

W DZIECINNE MOJE CUDNE LATA...

W dziecinne moje cudne lata
Nieraz dziecinne ucho słyszało
Jaką - od ojców prawdę - niecałą,
Jako dyjament z innego świata,
Dziwnie błyszczącego.


---
Najlepiej można poznać, że okres dzieciństwa ma się za sobą, kiedy dorośli nie krępują się czyjąś obecnością by opowiadać nieprzyzwoite historie. Nie jestem pewna, czy tak do końca mi się to podoba.
Wiersz bardzo odpowiedni na okazję dnia po urodzinach. Mam w planach celebrować całą oktawę, zapewne równie optymistycznie.

Mam problemy ze składnią, fleksją i interpunkcją. Gdzie mogę się zgłosić na korepetycje?